ASG w piwnicy
Kategorie: Opowiadania | 1 komentarz »Od edytora: To jest wpis gościnny jednego z naszych czytelników. Dziękujemy!
Idziemy z przyjaciółmi pograć w strzelanie do siebie z pistoletów na kulki. Ma być fajnie. Piwnica jakiegoś opuszczonego domu. Tylko najpierw jakiś dziadek chce, żebyśmy mu pomogli coś stamtąd wynieść. Właściciel to ponoć jest. No to dobra, idziemy. Im szybciej dziadyga nas zostawi, tym więcej będzie czasu na zabawę w wojnę.
Dziadek miał z 70 lat, siwe włosy, podłużną twarz z wyraźnymi zmarszczkami. Część zębów pogubił przez lata, a te które mu jeszcze pozostały żółciły się odpychająco. Ubrany w stary, szary płaszcz odrzucał i odpychał mnie. Nie ufałem mu.
Pomożecie mi tylko z tymi paczkami, a będziecie mogli tu przychodzić ile tylko chcecie. Raz dwa się uwiniemy, mówił. Jakby to on te cholerne paczki miał nosić.
Nie wiem kto znalazł to miejsce, ale było w nim coś takiego, co budziło mój niepokój. Masz czasami takie niespokojne wrażenie, że cię ktoś obserwuje, że za chwilę położy ci rękę na ramieniu albo da w pysk, a jak się spojrzysz – pusto. Nikogo nie ma. To tylko ci się wydaje. Idziesz dalej a to wrażenie wraca. Ktoś jest za mną. Odwracasz głowę – nic. Wyobraźnia płata figle, myślisz. Akurat.
Dziadek prowadził nas korytarzami. Ciasnymi, ledwo dwie osoby się mogły minąć. Klaustrofobicznie tam było. Jedynie na przecięciu korytarzy albo w pomieszczeniach było luźniej. Piwnica była stara, czuć było starym kurzem. Gdzieniegdzie na cementowej podłodze leżała rozłożona trutka dla szczurów. Budynek powstał pewnie w połowie ubiegłego wieku. Może trochę starszy. Czerwone cegły w ścianach zdążyły się popękać i poszarzeć. A może były po prostu brudne? Tylko od czego? Dziadek twierdził, że od lat nikt tu nie wchodził… No nic, nie znam się na takich rzeczach i na nic mi się ta wiedza nie przyda. Mógłbym sprawdzić w ^g coś o tym budynku ale oczywiście komórka nie ma tu zasięgu. Trudno, idziemy dalej
Dziadek zostawił mnie i kumpla w jakimś pomieszczeniu. Było całkiem spore. Można tu było usiąść w kilka osób, pod sufitem pobrudzona żarówka świeciła się sufitem przygaszonym światłem. W kącie stała przyrdzewiała metalowa szafa. Będziemy musieli sprawdzić co tam jest, ale to jak nas ten dziadyga zostawi. Chłopaki poszli z dziadkiem po jego rzeczy a my z kumplem szykujemy naszą broń. Pukawki na plastikowe kulki, magazynki ze sprężonym powietrzem, akumulatorki, gogle. Nie chcę dostać plastikową kulką w oczy! Taka malutka kolorowa kuleczka potrafi wejść w puszkę od piwa i wyjść z drugiej strony! Chryste, co by się stało gdybym dostał tym w twarz?
Mniejsza z tym, mamy rękawiczki, hełmy, gogle do osłonięcia oczu – co się nam może tutaj stać?
Broń załadowana, magazynki nabite, a dziadka i reszty nie widać. Kumpel się niecierpliwi, ja też tak nieswojo sie czuję. Coś mi się w tym miejscu nie podoba. Nie wiem, czy to przez drżące światło żarówki? Czy to przez szczury które chyba gdzieś słyszę? Ale szczury boją się światła, ognia, latających kulek i przede wszystkim ludzi!
Słyszę kroki. Wracają, myślę. Kumpla juz nosi. Czekaliśmy chyba z godzinę! Dziadyga zagląda do pomieszczenia i chce żebyśmy za nim poszli. Mówi, że zostało jeszcze parę paczek, żebyśmy pomogli mu je zabrać. A reszta ekipy co robiła, do cholery ciężkiej? My mieliśmy naszykować sprzęt, nie nosić paczki. Kumpel i ja dyskutujemy z dziadygą, ale niezbyt nam to idzie. Przygłuchy, szczerbaty i śmierdzący starością dziadek mruczy pod nosem. Źle się z nim dyskutuje. Diabli niech go wezmą. Im szybciej da nam spokój, tym lepiej. Idziemy z nim.
- Było dwóch takich osiłków, a jak się stawiali… – tak chyba mamrocze i się zerka w lewo idąc korytarzem. Kurna, czy ten wariat nie wie że idziemy za nim a nie obok niego? Dziad tylko chichocze. Nie podoba on mi się. Całe to miejsce nie podoba mi się. Jest zimno, nieprzyjemnie, przenikliwie. I te cholerne szmery dookoła. Ciarki mi przechodzą po plecach gdy je słyszę. Pokręcony dziadek mamroczący do siebie o czymś, co go wyraźnie rozbawiło. Mówię do niego, że jak chce nam coś powiedzieć, to niech się odwróci, i powiedział to głośno i wyraźnie. Ta, jasne, dziadek ma mnie w dupie. Idzie dalej, mamrocząc się i śmiejąc pod nosem. Dość go mam. Najchętniej wpakowałbym mu magazynek w plecy. Albo dwa. Co z tego że plastikowych kulek? Adrenalina przy strzelaniu z broni półautomatycznej do ludzi nie pyta się czy te kulki to są prawdziwe.
Nagle dziadek się odwraca. Stoi daleko ale woła na mnie. Jestem niespokojny, zdenerwowany. Dziadek działa mi na nerwy, a to miejsce mnie przeraża. Starucha zaczyna coraz szybciej gadać, krzyczeć, machać rekami, żywo gestykulować. Całkiem nieźle mu to idzie, jak na stetryczałego grzyba który pewnie nawet do kościoła się nie rusza. Wkurza mnie. Odpyskuję mu. Nawet tego nie zauważa. Coś mnie podkusiło, wyciągnąłem pistolet, mierzę do dziadka. On nawet nie reaguje, tylko dalej swoje. Strzelam. Nic. Och diabli! Opętany on jest czy co? Drę się na dziada, mierzę do niego z pistoletu, strzelam do niego, a on nawet nie zauważa tego. Uszy mi płoną, zimny pot zalewa kark. Nie wiem, czy ze złości na dziadka, ze złości na własną głupotę, czy z zażenowania całą tą sytuacją. A może po trochu z każdego z tych powodów? A może to miejsce tak na mnie działa?
Dziadek nagle odwraca się i idzie dalej, znika po chwili za zakrętem. Ciemno. Słyszę kroki. Kilku osób. Rozmowy, niewyraźne rozmowy. Niskim głosem. Zerkam nerwowo na kumpla, ten cały spocony. Co tu, cholera, jest?
Za zakrętu wyłaniają się dwie postacie. Obie odziane w zielone wojskowe płaszcze, brunatne spodnie, żołnierskie buty. Na głowach czapki. Twarzy nie widać w tym półcieniu. Jeden z nich miał wąsy, patrzy się na mnie przenikliwym wzrokiem. Młodzi, może ze 30 lat? Z wyrazu twarzy odczytuję niechęć, złość i zdenerwowanie.
- Czy przynieśliście to dla mnie? – pyta. Robi mi się zimno gdy słyszę jego głos.
Przez ułamek sekundy chyba widzę inne oblicze tego kolesia. Stare, przygarbione, z szarą rozsypującą się i gnijącą skórą, w porwanym mundurze. Pół twarzy rozwalone, może od wybuchu. Prawy oczodół zieje pustką, nos rozerwany. I ten smród martwego, zgniłego mięsa.
Jestem przerażony, serce mi wali, ubranie mam mokre od zimnego potu. Automat w rękach uspokaja chłodnym żelazem. Ładuję serię w tego cholerę. Drugą. Nic. Kurna, czemu to plastik a nie ołów? Zbliża się do mnie. Nawet chyba nogami porusza. Spanikowany walę sierpowym. Trzymając gnat oburącz walę na odlew. Chyba widzę tą przerażającą, zgniłą twarz skręcającą się z bólu. Serce mi łupie, wali jak młotem, za chwilę wyskoczy z piersi. Uszy mnie palą, żołądek podskoczył pod szyję, a nogi mam jak z waty. Widmo wyciąga w moim kierunku powykrzywiane szare ręce ale nie mogę nic zrobić. Nie mogę się poruszyć! Czuję ten pierwotny strach.
Koniec, myślę.
Otwieram jedno oko, potem drugie. Kurwa. Co się stało? Gdzie ja jestem? Ciemno, ledwo widzę jakieś zarysy. Leżę? Chyba tak. Gdzie ja jestem? Co się ze mną stało? Ostatnie to pamiętam, to ten umundurowany rozkładający się trup wyciągający w moim kierunku ręce. Dookoła cisza, pustka. Próbuję wstać, znów się przewracam. Wszystko mnie boli. Krzyczę. Wraca mi pamięć, poszczególne obrazy. Byłem w piwnicy, ładowałem karabiny do ASG. Potem zaatakowała mnie przerażająca zjawa. Oczy przyzwyczajają się do ciemności, widzę że jestem w swoim pokoju. Leżę na podłodze. Ale jak? Skąd mi się to wzięło? I dlaczego było takie, cholera, śmiertelnie wyraźne?
[...] zeszłym miesiącu najpopularniejszym opowiadaniem był (werble)… ASG w piwnicy! Od autora wiem, że opowiadanie bardzo długo czekało na publikację w bardzo ciemnych [...]