Balinari (część 1)

Kategorie: Opowiadania | Brak komentarzy »

Od edytora: Opowiadanie napisane przez Marcina „Declana” Jankowskiego. To tylko pierwsza część, będzie więcej!

Rozdział I: Nadzieja

Tej zimy na kontynencie było wyjątkowo mroźnie. Takiej pory roku nie było od ponad pół wieku. Wszędzie leżał śnieg puszysty, biały dywan zalegał w każdym miejscu. Szlaki kupieckie, a szczególnie te w górach były nie przejezdne. W nocy przychodziło takie wielkie ochłodzenie, że nawet wilkom odechciewało się wyć do księżyca. Lodowate podmuchy wiatru tworzyły w górach Zesen wspaniałą mgłę z płatków śniegu. Ostatnie promyki słońca ogrzewały ziemie, pozwalając na czas nocy zapanować zimnu. Na szczycie góry Toris zachodzące słońce podziwiała tylko jedna postać. Niezbyt wysoka, ubrana w grube futro z niedźwiedzia polarnego. Ów osobnik próbował coś wypatrzeć w oddali, lecz nie wiadomo co. Po paru minutach gdy nadeszła całkowicie noc zaczął schodzić. Zajęło mu to dobre cztery godziny więc towarzyszyło mu tylko światło księżyca. Lecz o dziwo to mu wystarczało bo nie potknął się ani razu. Kierował się w stronę małego ogniska, które paliło się na polance u podnóża góry. Nieświadomie przyspieszył kroku, aby jak najszybciej tam dojść. Wszedł w obręb ogniska od razu wystawiając zmarznięte dłonie nad palące się drewno. Obok siedział mężczyzna ubrany w futro, lecz nie zasłaniało ono zbroi, którą na sobie nosił. Spod grubego kaptura oczy bacznie obserwowały nowo przybyłego. Na kolanach spoczywał wspaniały miecz. W krąg światła wkroczyło jeszcze dwóch osobników. Zarówno jeden jak i drugi byli okryci całkowicie płaszczami tak, że jedyną oznaką życia były kłęby ciepłego powietrza wylatujące spod okryć głów gdy oddychali. Pomimo lekkiego ubrania nie sprawiali wrażenia zziębniętych. Choć nosili bliźniaczo podobne rzeczy to na tym ich podobieństwo się skończyło. Jeden był bardzo potężnie zbudowany, mierzył nieźle ponad dwa metry. W jednym ręku dzierżył miecz dwuręczny tak jak byłby to zwykły miecz. Drugi z osobników był o wiele niższy i nie posiadał żadnego oręża jeżeli nie licząc okutej laski, na której się opierał. Cała trójka spojrzała na twarz człowieka, który zbiegł z gór. Ten tylko potrząsnął głową na znak negacji na więcej mu nie starczyło widocznie siły z powodu zmęczenia. Wojownik we zbroi podał mu manierkę. Tamten zaczął pić powoli. Minęło dobra chwilka, gdy mu się wyrównał oddech. Czytaj dalej »


Pióro niekoniecznie wieczne

Kategorie: Opowiadania | Brak komentarzy »

Od edytora: Autorem opowiadania jest Marcin „Declan” Jankowski, współtwórca Pisarczyków. Gorąco zapraszam do czytania!

Od kiedy pamiętam, zawsze miałem tą pracę, smutnymi narzędziami. Mówili mi też, że pracuję ze smutnymi rzeczami, martwymi. Cóż, pewnie mieli rację. Co mógł powiedzieć ktoś taki jak ja. Naprawiacz wind starego typu. Kojarzysz, takie stare jeszcze z podwójnymi drzwiami co trza było nacisnąć żeby ruszyła. Nie pamiętasz? Szkoda. No więc, nie było kiedyś tych na fotokomórkę, ani tych cudownie rozsuwanych drzwi. Nie mówiąc o szybkości i wyciszeniu. Te, którymi się zajmowałem były inne. Wchodziło się do tej kabiny i czuło się wszystko. Zapach drewna, wytartych przycisków. By mogła ruszyć, trzeba było zatrzasnąć jak mówiłem podwójne drzwiczki, czasem nawet nogą i dopiero nacisnąć przycisk. Później w górę albo dół z charakterystycznym zgrzytem w szybie. Słychać było jak pracują te stalowe liny, a szybkość była taka jakby na dole stał oddział niewolników i ciągnął kołowrót umożliwiający ruch. Więc jak kiedyś się coś popsuło to wołano jednego ze specjalistów. Dziś, w dobie komputerów i tym podobnych, mało kto to robił, bo po co. Mimo, że w wielu domach nadal takie windy były używane. Więc jak coś było nie tak, dzwonili do mnie. Wsiadałem na rower, w plecak narzędzia i jechałem pod wskazany adres. W sumie zawsze wiedziałem gdzie co mogło wysiąść. Łódź niewiele ma już dzielnic z klimatem. Czytaj dalej »


Anomalia

Kategorie: Opowiadania | Brak komentarzy »

Od edytora: Opowiadanie napisał Grzegorz Adamowicz

Kiedy to zrobiłem… Kiedy powiedziałem, wszyscy zaczęli patrzyć na mnie jak na jakiś wybryk natury, anomalię, która nigdy nie powinna stąpać po tym świecie.

Wtedy miałem to gdzieś. W końcu to z siebie zrzuciłem i czułem się lekko. Przecież nie mogli mnie za to zamknąć, wtedy to nie było nielegalne. Wszyscy rzucali w moim kierunku krzywe teksty, ale starałem się tym nie przejmować. Myślałem, że w końcu im przejdzie. Czytaj dalej »


Ostatni portret

Kategorie: Opowiadania | 2 komentarzy »

Od edytora: Autorką jest Eliza Rzecka

Miał szesnaście lat, kiedy zdarzyło się nieszczęście. Zwykły chłopiec, który lubił wszystko to co chłopcy lubią najbardziej. Grał w piłkę, jeździł na rowerze, marzył o prawie jazdy… Aż do tamtego dnia… Czytaj dalej »


Zjawa

Kategorie: Opowiadania | Brak komentarzy »

Od edytora: Autorką jest Eliza Rzecka.

Reguły? Są po to by je łamać. Cienie? Są po to, by za nami chodziły. A zjawy? By były wśród nas niezauważalne. No chyba,że to jest poltergeist. Łamanie reguł jest proste. Ale potem gorzej, gdy trzeba za to płacić. Być zjawą wśród żywych to jeszcze gorzej, ale i tak bywa. Są samotnicy z natury.  Mówi się o nich dziwacy lub święci mężowie.  Możliwe, że są wtedy bliżej Boga. W samotności się dużo więcej słyszy i dużo więcej rozumie. Ale jeśli ktoś nie potrafi zaufać nawet Bogu? Jeśli ktoś nie potrafi nikomu zaufać? Czy samotność mu wtedy bardziej nie zaszkodzi? A może chce być właśnie taką zjawą – taką jak ja. To, jaką jestem – sama sobie wytworzyłam. To my sobie nakładamy pewne ograniczenia. Pewne zachowania są niedopuszczalne, pewne należą do tzw „tabu”.  Żyjąc w społeczeństwie, trzeba przestrzegać tych reguł, bo inaczej znaleźć się można poza społecznością. Nie znoszę tego, ale próbuję  iść razem. I mam swoje tajemnice… Bez nich człowiek by oszalał. Czytaj dalej »


Bajka o zajączku i motylich skrzydłach

Kategorie: Opowiadania | 1 komentarz »

Od edytora: Autorką jest Eliza Rzecka

Gdzieś daleko, a może blisko, sama nie wiem gdzie, istniała piękna łąka. Na łące żyło mnóstwo zwierząt i tych widzialnych i tych mniej widocznych. Małe zwierzątka były zazwyczaj ukryte, ponieważ były bardziej zagrożone. Czytaj dalej »


ASG w piwnicy

Kategorie: Opowiadania | 1 komentarz »

Od edytora: To jest wpis gościnny jednego z naszych czytelników. Dziękujemy!

Idziemy z przyjaciółmi pograć w strzelanie do siebie z pistoletów na kulki. Ma być fajnie. Piwnica jakiegoś opuszczonego domu. Tylko najpierw jakiś dziadek chce, żebyśmy mu pomogli coś stamtąd wynieść. Właściciel to ponoć jest. No to dobra, idziemy. Im szybciej dziadyga nas zostawi, tym więcej będzie czasu na zabawę w wojnę. Czytaj dalej »


Pełnia świąt

Kategorie: Opowiadania | 1 komentarz »

Od edytora: Autorką jest Eliza Rzecka

Poszło o choinkę. Głupstwo, ale tak wyszło. Ona chciała tradycyjne bombki, a on chciał wprowadzić jakieś dziwne innowacje. Ona marzyła o żywym drzewku, on kupił sztuczną. Wściekła na niego wyszła trzaskając drzwiami. Trochę temu były winne nerwy przedświąteczne, ale nie musiały paść słowa jakie padły. Czytaj dalej »


Kilka godzin

Kategorie: Opowiadania | Brak komentarzy »

Od edytora: Opowiadanie napisał Grzegorz Adamowicz

Kiedyś miałem sen. Piękny był i czasem wracał. Sen był o wspaniałym świecie, gdzie ludzie potrafili pomóc drugiemu, dzielić się tym, co mięli. Byłem tam jedynym człowiekiem, który czuł frustracje, że wszystko jest dobre i wszyscy chcą mi pomóc. A ja, ja chciałem tylko, żeby mnie zostawili w spokoju, nie potrafiłem znieść tego, że oni wszyscy, nagle, bezinteresownie, wyciągają do mnie swoje ręce i mówią: „Chodź, pomożemy ci”. Czytaj dalej »


Dorian

Kategorie: Opowiadania | Brak komentarzy »

Od edytora: Opowiadanie napisał Grzegorz Adamowicz

Piotr spojrzał na niebo i stwierdził, że zbliża się południe. Cholery idzie dostać…diabli nadali ten piekielny gorąc – wymamrotał pod nosem i skierował konia ku najbliższej osadzie, o której powiedział mu spotkany wcześniej kupiec. Słońce bezlitośnie dzisiaj piekło, lato przyszło, a z nim, Południca, zmora czyhająca na każdego, kto odważył się za długo przebywać w polu. Trzeba było znaleźć jakieś schronienie, najlepiej z dala od komarów, które tylko czekały na smaczny kąsek w lesie. Czytaj dalej »